czwartek, 28 lutego 2013

Rozdział V

Z perspektywy Patrycji


Leżałam w łóżku z telefonem w rękach. Przeglądałam Twittera i różne inne strony. Nagle zauważyłam coś lub kogoś za oknem. Chciałam krzyknąć, ale potem uświadomiłam sobie, że to tylko moja wyobraźnia. Podeszłam do parapetu i otwarłam okno. Ktoś odepchnął mnie, a ja krzyknęłam najgłośniej jak potrafiłam. Włamywacz ujawnił swoją twarz. Był to Marek i powiedział, żebym go ukryła. Wskazałam mu szafę, bo koniecznie chciałam dowiedzieć się co tu robił. Moi rodzice szybko przybiegli. 
-Jezus Maria! Co się stało?- zapytała mama z niepokojem.
-Nic, tylko poczułam się słabo, podeszłam, żeby otworzyć okno i ujrzałam nietoperza. Potem się przewróciłam ze strachu i krzyknęłam. Wszystko mnie boli.- odpowiedziałam szybko.
-Kochanie. Mogłaś krzyknąć to bym przyszła. Wiesz jak nas nastraszyłaś?- powiedziała mama.
-Wiem i przepraszam. Idźcie spać dalej.
Tata pomógł mi wejść na łóżko i odeszli. Marek wyszedł z szafy.
-Co ty tu do cholery robisz?- szepnęłam.
-Wybacz mi.- łobuzersko się uśmiechnął
-Co ty tu robisz?- powtórzyłam pytanie.
-Przyszedłem cię przeprosić za to w szkole. Nie chciałem ci tego zrobić...- chłopak podrapał się w tył głowy.
-Dobra, jest spoko. Co z SMS, który mi wysłałeś?
-Jakim SMS?- zdziwił się chłopak.
Pokazałam Markowi mój telefon, a on zmarszczył czoło.
-To nie ja, przysięgam.- powiedział.- Nie zabiłbym dziewczyny, która mi się podoba.- figlarnie się uśmiechnął.
-To kto? Przecież ty dzisiaj mi w szkole to zrobiłeś.- wskazałam palcem na moją obandażowaną głowę.
-No wiem, ale to dlatego, że wczoraj mi kilka razy naplułaś i walnęłaś twarz.
-Bipolarny.
-Wcale, że nie.- zrobił wściekłą minę.
-Wcale, że tak.- zachichotałam.
-Dobra, dobra.- podniósł ręce do góry.- Poddaje się.
-Bardzo dobrze.- zaśmiałam się cicho.
Przynajmniej półgodziny próbował mnie rozśmieszyć swoimi minami:
Żadna jednak mnie nie rozśmieszyła. Przyciągnęłam go wreszcie do siebie i wyszeptałam na ucho:
-Przeprosiny przyjęte. 
Chłopak podskoczył ze szczęścia i pocałował mnie w czoło na co ja zaśmiałam się.
-A jednak cię rozśmieszyłem- zachichotał.
-Może.
Wreszcie nastała chwila, żeby sobie poszedł. W końcu jutro idziemy do szkoły.
-Musisz już iść.
-Nie chcę.- zrobił smutną minkę.
-Musisz. Marek, nie wygłupiaj się.
-To mnie pocałuj!
-Nie!
-Tak!
-Nie!
-Tak!
W końcu się poddałam.W końcu chciałam, żeby sobie poszedł. Muszę się wreszcie wyspać!
-Dobrze, ale w policzek.
-No dobrze.- zachichotał.- Wolałem gdzie indziej.
-Oj cicho.
Pocałowałam go w policzek, a on natychmiast zbliżył się do okna.
-Do zobaczenia jutro.- powiedział, po czym wyszedł.
Podeszłam do okna i starannie je zamknęłam. Położywszy się do łóżka rozmarzyłam się trochę o Marku. 

-Wstawaj Patrycja!- krzyczała mama.
-Co, już!- powiedziałam sennie.
-Masz tylko pięć minut na uszykowanie się. Twój ojciec podwiezie cię do szkoły.
-Ale miałam iść ze Stefą!- zaprotestowałam.
-Nie w takim stanie. Jak chcesz to po nią zadzwoń, żeby uszykowała się w pięć minut i przyszła.
-Dobrze.- warknęłam.
-Patrycja!
-Przepraszam.

-Hmm...- mama machnęła ręką.  
Wstałam z łóżka i wzięłam telefon. Odblokowawszy go wybrałam numer i przyłożyłam do ucha.
-H-Halo?- usłyszałam zaspany głos Stefy.
-Stefa, jak chcesz ze mną jechać do szkoły musisz być gotowa w pięć minut! Podziękujmy mojej mamie.
-Dobra. Zaraz będę.-rozłączyła się.
Podbiegłam szybko do szafy i wybrałam ubranie. Założyłam szary T-shirt z nadrukiem, Czarne rurki na szelkach i beżowe baleriny.
Chwilę potem byłam już w łazience i czesałam włosy. Spięłam je w kucyk i umyłam zęby. Nałożyłam cienie do powiek i trochę błyszczyku. 
-Patrycja! Wychodzę!- krzyknął tata z dołu.
-Moment!- odkrzyknęłam.
Zbiegłam szybko na dół. Chwyciłam bandaż i założyłam torbę na ramię.
-Nie zapomnij o śniadaniu.- mama podała mi torbę z jedzeniem.
-Pa, mamo.- ucałowałam ją w policzek i wyszłam.
Zamknęłam za sobą drzwi i ujrzałam Stefę rozmawiającą z moim tatą.
-Pati, dalej. Czekamy na ciebie.- powiedział tata.
-Stefa!- krzyknęłam uradowana rzucając się jej na szyję. 
-Pati!
-Już, tato, już.- odpowiedziałam.
Otworzyłam drzwi i usiadłam na siedzenie pasażera. Zapięłam pas i spojrzałam w lusterko. Jak na pięć minut wyglądam całkiem ładnie.

-Jesteś jakaś rozkojarzona.- powiedziała Stefa, gdy szłyśmy korytarzem.
-Wcale nie...- zaprotestowałam.
-To o czym ci mówiłam?- zapytała.
I tu mnie ma. Rzeczywiście, myślałam tylko o Marku.
-O twoim telefonie.- szybko odpowiedziałam.
-Nie! Mówiłam o moich nowych butach.- krzyknęła niemalże na cały głos.
-Dobra, nie denerwuj się tak.
-Jak mam się nie denerwować skoro mnie nie słuchasz?
-Przepraszam...
-Na nic twoje przeprosiny, Pati. Idę na matmę. Jak wreszcie wrócisz na ziemię to przyjdź.- powiedziała, po czym odeszła w stronę sali.
Nie zastanawiając się dłużej poszłam do szatni. Odwiesiłam tam moją kurtkę i szybko wyszłam. Do dzwonka zostało kilka minut. Nagle usłyszałam za sobą znajomy głos.
-Cześć, piękna.
-Marek, nie teraz. Proszę...- błagałam.
-Czemu?
-Pokłóciłam się z przyjaciółką.
-Och... słabo.- odpowiedział.
-Wiem. Muszę iść z nią pogadać. 
-Nie, zostań.- prosił obejmując mnie ramieniem.
-Przyjdź w nocy to pogadamy.- zachichotałam.
-Spoko, nie ma sprawy.- zaśmiał się całując mnie w czoło.- Spotkamy się później.
Czułam jak żołądek robi fikołki w moim brzuchu. Byłam szczęśliwa. Chwilę później zadzwonił dzwonek. Miałam teraz biologię. 

-Dobrze, kochani! Teraz weźcie sobie po jednej żabce i nożyku.- odparł nauczyciel.
-Kurwa, znowu?- szepnęłam sama do siebie.
-Czy chciałabyś coś powiedzieć, panno Ząb?- zapytał.
-Powiedzieć...? Tak, Tak. To wspaniała lekcja.- odpowiedziałam.
-Hmm...- nauczyciel przyjrzał mi się podejrzliwie, po czym wrócił do rozdawania.
Przez pół lekcji próbowałam wypuścić moją żabę na dwór. Wiosna bywa fajna. W końcu pod koniec udało mi się lekko uchylić okno i położyć żabkę na parapet. Ona szybko skoczyła na trawę. Hmmm... był to parter (:D)
 
Każda następna lekcja mijała strasznie wolno. Matma, polski, fizyka, wf... 
-STEFA!- krzyknęłam widząc ją na korytarzu. Ona niechętnie odwróciła się w moją stronę, po czym szybko wróciła do swojego zajęcia. Pokazywała jakiejś dziewczynie swoje buty, a ta niesamowicie się nimi zachwycała.
-Stefa!- dobiegłam do niej zdyszana.- Nie słyszałaś jak cię wołałam?
-Słyszałam, ale to ignorowałam.
-Przepraszam. Powiem ci co mnie rozproszyło tylko nie tutaj, nie w szkole. Okej?
-No dobra. Tęskniłam.
-A co ze mną?- zapytała oburzona dziewczyna.
-Aśka, dobrze wiedziałaś, że w każdej chwili pogodzę się z Pati.
-Nara, kurwa.- warknęła, po czym odeszła z niezadowoleniem.

-Teraz mi mów, co cię tak dręczyło?- zapytała Stefa.
Byłyśmy w naszej ulubionej kawiarence.
-No, bo widzisz... Marek był u mnie w nocy. Na początku myślałam, że się włamał, ale...
-CO? To niemożliwe!- przerwała mi.
-No, tak... Potem jednak się zaprzyjaźniliśmy, a ja go na koniec, tak jakby, pocałowałam.- zarumieniłam się.
-Ty z nim? Obstawiałam na to, ale nie tak szybko!
-Co? Serio?
-Nie, żartowałam. Ty z nim?- zagrzmiała.
-Nie, niestety nie.
-Niestety? Zobacz, jak cię urządził!- wskazała palcem na moją głowę.
-No wiem, ale...
-Ale? Przestań, nie możecie być razem!
-Stefa!-krzyknęłam- Ja tego chcę.
-Okej, rób jak chcesz.- powiedziała, po czym wypiła czekoladę na gorąco.
-Zostawmy ten temat. Nie kłóćmy się.- zaproponowałam.
-Dobra. To zostawiam między wami.
Resztę czasu przegadałyśmy i wróciłyśmy do domu o jakiejś osiemnastej czterdzieści dwie.
-Gdzieś ty była, Pati?- zapytała matka.
-Ze Stefą.
-No dobra. Idź odrobić lekcje i zejdź na dół.
Chwyciłam się poręczy i powoli zaczęłam wchodzić po schodach. Rzuciłam torbę pod biurko i usiadłam na krześle. Otworzyłam książkę od historii i zaczęłam robić zadania. Nagle usłyszałam ciche pukanie w okno. Domyśliłam się, że to Marek. 
-Marek! Co ty tu robisz?- zapytałam otwierając okno.
-Przyszedłem cię odwiedzić, skarbie.- zaśmiał się.
-Nie teraz!
-Musiałem.- podszedł i zakluczył drzwi od pokoju na klucz.
-Hm...- powiedziałam z grymasem wymalowanym na twarzy.
Chłopak podszedł do mnie i przyciągnął do siebie. Nasze twarze dzieliło tylko kilka milimetrów. Pogłaskałam go po twarzy, a on pocałował mnie w usta. Chwilę później oderwaliśmy się od siebie.
-Wow...- powiedziałam.
On tylko się uśmiechną i podszedł do biurka.
-Może ci pomóc?- zapytał.
-Pewnie.- odpowiedziałam po chwili namysłu.
Usiadłam z powrotem na krześle, a on podawał mi odpowiedzi. 
-Cóż, to chyba skończyliśmy.- zaśmiał się.
-Chyba, tak.
-Muszę już lecieć. Obiecałem kumplom, że się spotkamy. Pa.- podszedł i pocałował mnie.
-P-pa.- powiedziałam patrząc jak wychodzi oknem. 
Z zamyśleń wyrwał mnie głos matki.
-Patrycja! Skończyłaś już, czy nie?- krzyknęła.
-Już idę mamo!- odpowiedziałam szybko, po czym zamknęłam okno i wyszłam. 
Na dole biegały sobie pojebane dzieci. Siedmioletnia Marta i ośmioletni Michał. 
-MARTA! MICHAŁ! DO STOŁU!- wrzasnął tata.
Przestraszona dwójka szybko usiadła na swoje miejsca. Ja również tak zrobiłam.
-Dzieci... mamy wam coś do przekazania.- obwieścił smutno tata.
-A co?- zapytałam zdziwiona.
-W kwestii Londynu...- zaczęłam mama.
-No co?- zapytałam zniecierpliwiona.
-Jest mały problem...

środa, 27 lutego 2013

Rozdział IV

... W wiadomości napisane było "Dzisiaj NIE żyjesz" . Trochę dziwnę, byłam lekko zdziwiona taką wiadomością. No nic starałam się o tym zapowmnieć. Zeszłam na dół, zrobiłam sobie śniadanie :
<płatki i truskawki  :*>
Zaraz po śniadaniu poszłam umyć ząbki i ubrać się w :
Była już 7.29 i czas było iść po Steffkę.Szybko wziełam z lodówki cokolwiek byle do picia.
Gdy zadzwoniłam do jej domu Steff była już gotowa i odrazu wyszła. W czasie drogi do szkoły pokazałam jej wiadomość.Była również zdziwiona jak ja.Droga minęła błyskawicznie i zanim się obejrzałyśmy byłyśmy już przy rzeczce obok szkoły. Gdy weszłyśmy do szkoły przerwa dopiero się rozpoczynała.Poszłyśmy odnieść kurtki. Kiedy wyszłyśmmy z szatni spotkałyśmy Marka. Miał bardzo dziwną minę jakby chciał nam coś zrobić. Nie myliłyśmy się; uderzył mnie i popchnął na ścianę. Uderzyłam w nią głową. Odrazu wiedziałam kto mi przysłał te wiadomość. Z obolałą głową nie wiedziałam co robić. I zanim się spostrzegłam kolejny raz poleciałam do ściany z kolejnym uderzeniem.Głowę miałam we krwi i straciłam przytomność. Dalej nie wiem co się działo.Wiem jedynie że moja przyjaciółka biegła po higienistkę. Obudziłam się dopiero w szpitalu. Dziwnie się czułam. Po przebudzeniu była jakoś 17.00 przyszła Steff z moimi rodzicami i rodzeństwem. Wypytywali co się stało. Stefka opowiedziała im całą historię. Jej opowiadanie trwało jakąś 1h więc zaraz po nim mogłam wracać do domu. Gdy tylko weszłam połozyłam się do łóżka sprawdziłam na telefonie facebooka i inne takie pierdołki np.besty czy ask.fm. 
-Chwila,chwila czy ja słysze radosne szczekanie? - pomyśałam
Tak zaraz otworzyły się drzwi i dwa uradowane moim powrotem rojbry wleciały do pokoju zaczęły obskakiwaćmnie do okoła i lizać po twarzy. Bardzo się cieszyłam na widok Fiolki i Puchola. 
- Hmmm, nie ma to jak być wilizanym przez dwa małe upiorki < ;)> 
Chciałam już wstać i pobawić się z nimi, ale tak lekarz mi zabronił. No więc tak leżałam i leżałam przeglądając fejsa i inne, aż przyszła kolacja. Byłam strasznie głodna. Moja mama chyba to czuła bo zrobiła mi aż 2 świeże bułeczki .Mmmm . A do tego kakałko. Podziękowałam jej. Mama usiadła przy mnie i powiedział :
- Jak będziesz czegoś potrzebować to krzycz . 
- Naprawdę ? -spytałam - Nawet jeśli będziecie spać ? 
- Nie no bez przesady.
Powiedziawszy to wyszła i  powiedziała mi miłe, słodkie Dobranoc.
Hmm poleżałam chwilkę. Szybko sprawdziłam fejsa i poszłam spaciulki.

Z perspektywy rodziców : NOC

- Szkoda, że to się stało 3 dni przed wyjazdem-powiedziała mama do taty
- Tak szkoda, jaki normalny człowiek bije dziewczynę w szkole.Chyba jakiś psychopata z trzema gównami na łepetynie. - odparł tata.
I zasnęli. W nocy obudził ich krzyk .........

wtorek, 26 lutego 2013

Rozdział III

..A wśród nich był Marek.Szybko wplątałyśmy się w grupkę ludzi która również wchodziła na imprezę. Starałyśmy się być jak najbardziej w tłumie,aby uniknąć jakiego kolwiek kontaktu z Markiem. Jednak nie udało nam się to.Znalazł nas.Zaczął się do mnie przystawiać
- Hej maleńka.
- Spadaj gnojku - odpowiedziałam i obróciłam sie w stronę Steffy 
Szybko chwycił mnie za ramię i przyciągnął mnie do siebie.
- Zostaw mnie - Krzyknęłam 
Steffa szybko przybiegła.Zaczęła się szarpać z chlopakiem, ale szybko przegrała. 20 latek zaciągnął mnie w miejsce przy stoliku i zaczął całować.Moja reakcaja wyglądała tak, że strzeliłam go w pysk.Starałam się jak najszybciej uciec.Ale chłopak mnie zatrzymał
- Słuchaj kicia, albo będziesz grzeczna, albo będzie źle.
- Haha,ale się ciebie boję.Może się jeszcze posikam.
Chłopak pociągnął mnie za włosy i znów pocałował. Tym razem naplułam mu do ust.Udało mi się uciec.W biegu złapałam Steffe i pociągnęłam za sobą.
- Nie chce już być na tej imprezie. Zmykam.
- Spoko, ja też. Zmywajmy się  stąd.- odparła 
Na zegarku była druga pięćdziesiąt sześć.Byłyśmy już przy swoich domach.Teraz mnie czeka trudna akcja wdrapania się na dach. Kiedy znalazłam się przy oknie lekko je uchyliłam i weszłam do środka.Porządnie wyszorowałam buzię.Ubrałam się w piżamkę i wskoczyłam do łóżka.Długo nie mogłam zasnąć rozmyślając o tym ci się stało na imprezie.W końcu zasnęłam.
 Obudziłam się rano o szóstej dwadzieścia dziewięć.Poleżałam jeszcze chwilę.I była już siódma.Mama weszła do pokoju wpuszczajć dwa rojbry <psiaki oczywiście>.Zeszłam na sniadanie.Zjadłam tosty z masłem orzechowym i poszłam na górę.Umyłam się i ubrałm w czerwoną koszulę w kratkę, a z resztą :
<Tak oto się ubrałam>
No i był czas jechać do szkoły.Najpier Natalka i Patryk,potem ja.Kiedy znałazłam się już w moim ulubionym miejscu <haha, sarkazm>spotkałam Steffkę. Odrazu zaczęła gadać co rozpowiada Marek.Byłam tak zdenerwowana tym co opowiadał, że ja i on.Podeszłam i dałam mu w pysk.Odeszłam i wróciłam do mojej przyjaciółki.Gdy tylko odchodziłam słyszałam co gadają o tym.Mówili do marka między innymi 
- Tak marek wy razem? Hahaha,naprawdę niezła ściemka. 
 Niedługo potem zadzwonił dzwonek i poszłyśmy na lekcje. Matematyka, och jak ja jej nienawidzę. NA lekcji nie było aż tak źle. Geometria chyba najłatwiejszy dział  <xD>.
 Koniec zajęć. Pozostaje tylko wziąć kurtkę i szybko do domu. Gdy wróciłam do domu mama przywitała mnie i uścisnęła. Psiaki żuciły się na mnie. Poszłam się przebrać. I sprawdzić Facebooka i mail'a. Chwile później mama wołała nas już na obiad. Było sphagetti. Mmmm pycha. Podczas obiadu rozmawialiśmy o przeprowadzce. Z jednej strony chciałam się jak najszybciej przeprowadzić, aby uniknąć jakiego kolwiek spotkania z Markiem, a z drugiej strony chciałam jak najdłużej zostać z przyjaciółką. Gdy tylko zjadłam obiad zadzwoniłam do Steffy. Kilka sekund nie minęło, a ona odebrała. 
- Hej Patt.- powiedział głos w komurce
- Hej.- odpowiedziałam - Mam ci coś do powiedzenia, ale może powiem ci to na basenie, ok ? - zapytałam
- Ok- odpowiedziała Steffka
Chwilke później byłyśmy już na basenie.
- No a więc- zaczęłam -Do Londynu jadę www Sobotę 
- O, naprawdę?
- Tak- odparłam
W oczach przyjaciółki pojawiły się łzy. Szybko ją przytuliłam.
- Ale mam plan- powiedziałam 
- Jaki - spytała Steff ze łzami w oczach 
- Będziesz przyjeżdżać do mnie na wakacje  
- Naprawdę? aż na całe? -spytała
- Tak na całe 
Niestety godzina zbyt szybko minęła i już trzeba było iść do szatni. Ubrałyśmy się, wysuszyłyśmy włosu i zapłaciłyśmy. Wracałyśmy już do domu. No było ok. dziewiętnastej pięćdziesiąt. Weszłam do domu ucieszona że powiedziałam jej to. Psiaki zaczęły skakać i oblizywać mi ręce. Nagle zadzwonił tajemniczy telefon,odebrałam a tam  Marek. Mówił coś o spotkaniu w klubie jednak nie dosłyszałam do końca bo rozłączyłam się jak tylko poznałam głos Marka. Poszłam się wykompać, ubrałam się w piżamkę zjadłam kolację oglądając MTV.Gdy skończyłam była 22.58 trzeba było się szykować do spanka bo jutro do szkoły na 6.45. Poszłam umyś ząbki, spojrzałam co tam na Fecebooczko. Nie było nic ciekawego. A byłam strasznie zmęczona pływaniem więc zasnęłam odrazu.
 Rano obudził mnie głos przychodzącego SMS'a. Przeraziłam się gdy zobaczyłam wiadomość ..................


poniedziałek, 25 lutego 2013

Rozdział II

Do kawiarni wszedł znany wszystkim Marek. Chłopak starszy o dwa lata, a do tego cholernie niebezpieczny przyprowadził kumpla. Jego czworonożny przyjaciel (zabójca) Doberman. Wabił się Mord. Ciekawe imię jak na tak słodkiego (sarkazm) pieseczka:
(tak wyglądał miesiąc temu, a teraz jest jeszcze bardziej groźny!) 
-Ja stąd spadam- szepnęła do mnie przyjaciółka.
-Weź moje psy, muszę pogadać z Markiem. 
-Jak chcesz, ale uważaj.
-Dam sobie radę! Nie znasz mnie?
-Znam, ale na wszelki wypadek, MIŁO BYŁO CIĘ POZNAĆ.- po tych słowach pomachała mi na pożegnanie i uciekła. Wstałam z krzesła i podeszłam do chłopaka. 
-Cześć. Czego chcesz?- warknął chłopak.
-Wypierdalaj stąd, bo ludzi straszysz- syknęłam. 
-Hmm... ciekawe. A ty to kto? Ktoś odważny, za pewne.
-A żebyś wiedział.  Jestem Patrycja, dla twojej wiadomości! 
-Słuchaj, ślicznotko, nie wchodź mi w drogę, a będzie dobrze.
-Nie mów tak do mnie.- syknęłam.
-Tak, tak. Wiesz, na pewno nie chciałabyś poznać moich kumpli.
-Myślałam, że działasz sam- spojrzałam na niego z zaciekawieniem i skrzyżowałam ręce na piersi.
-Nadałabyś się do grupy; z takim charakterkiem daleko zajdziesz- łobuzersko się uśmiechnął.
-Obrzydzasz mnie.- rzuciłam lekceważąco.
-Do zobaczenia, skarbie.- pomachał mi z figlarnym uśmieszkiem.
-Nara.
On myślał, że niby kim, do cholery, niby jest? Wcale nie jest najgroźniejszy. Wręcz przeciwnie. Ludzie się go boją, bo ma chłopaków i psa. No sory, ale mi wydaje się to śmieszne. Zanim spostrzegłam Marka już nie było. Jego pies zostawił kilka mokrych, żółtych kałuży i coś jeszcze pod kawiarnią. 
   Szybkim krokiem skierowałam się w stronę mojego domu. Nagle dostałam SMS'a. 
-"Dziś o 23.30, w klubie niedaleko szkoły, przyjdź koniecznie. Impreza...".- odczytałam.
Hmm... impreza? To mi się podoba.
   Weszłam do domu. mama jak zwykle krzątała się po kuchni, tata czytał gazetę, a braciszek z siostrzyczką grali na Xboxie. Poszłam do mojego pokoju. Cztery ściany, które uwielbiałam. Pomarańczowo-żółta farba, ciemne panele podłogowe, biurko, krzesło, wygodne łóżko, szafy i te de. Miałam też własną łazienkę, bo dwie nie wystarczały. Podeszłam do okna i usiadłam na parapecie. Przez szybę zobaczyłam jak Stefa biegnie w kierunku mojego domu z dwoma pieskami. Zapomniałam o nich, zupełnie zapomniałam. Z dołu usłyszałam tylko : "Dzień dobry. Jest Pati?", "Tak, idź do niej, kochanie". Kilka kroków na korytarzu i pukanie do drzwi.
-Proszę!- krzyknęłam schodząc z parapetu. 
-Siemka! Jak ci poszło?- uśmiechnęła się Stefa, siadając na łóżku.
-Nijak, był pewien siebie i zgrywał ważniaka. Pedał z niego i tyle- wzruszyłam ramionami.
-O czym gadaliście.
-O tym, że straszy ludzi i ma wypierdalać.- podeszłam znów do okna. 
-Och... tak w prost mu powiedziałaś? Nie wiesz co on może zrobić?
-Wiem, ale nie odważy się. 
-Jak to?
-Usłyszałam kilka słów. W każdym razie, dostałaś SMS"a?
-O imprezie? Tak, przed chwilą. Idziesz?
-Jasne, że tak. Niestety rodzice się nie zgodzą. O tak późnej porze?
-Wymknij się, ja też to robię. Co ty... moi zabiliby mnie, gdyby się dowiedzieli.
-No fakt- przytaknęłam.
   Resztę dnia spędziłyśmy na omawianiu planu "Wymknięcie się na imprezę". W końcu Stefa pobiegła do domu się przyszykować, ponieważ siedziała u mnie do dwudziestej pierwszej trzydzieści cztery. Postanowiłam zrobić to samo ze sobą. Umalowałam się, nie za mocno, nie za lekko :
Mój strój pewnie będzie mało oryginalny, ale chcę się dobrze czuć. Ubrałam białą bluzkę na naramkach z nadrukiem, krótkie, jeansowe spodenki, rajstopy i kilka drobnych dodatków. W mojej szafie znalazłam buty, które doskonale wypełniły mój ubiór. 


Na zegarku była godzina dwudziesta druga pięćdziesiąt siedem. Postanowiłam już wyjść z domu. Zakluczyłam drzwi na klucz, ale przedtem krzyknęłam moim rodzicom "Dobranoc!", żeby nic nie podejrzewali. Potem zgasiłam światło i otworzyłam okno. Usiadłam okrakiem na parapecie. Przerzucając nogę stanęłam na pochyłym dachu. Nie był aż tak śliski. Powoli skierowałam się ku krawędzi. Nawet nie wiedziałam, że była drabina akurat w tym miejscu. W ogóle nie wiedziałam, że była jakaś drabina. Cóż, to zupełnie ułatwiło mi zadanie. Znalazłam się na dole. Swój wzrok skupiłam na oknie pokoju Stefy. Było ciemno. Ona musiała już wyjść. Bezpiecznie okrążyłam dom i przez furtkę    wyszłam na ulicę. Było ciemno, a w oddali dostrzegłam postać. Szybkim krokiem dogoniłam ją, gdy zorientowałam się, że to Stefa, puknęłam ją w ramię. Dziewczyna cicho jęknęła, po czym pociągnęła mnie dalej. 
   Droga minęła szybko przez nasze rozmowy. Niestety przed bramą stała sobie grupka ludzi, a wśród nich był...

niedziela, 24 lutego 2013

Rozdział I

Cześć! Jestem Patrycja,mam 18 lat. Mieszkam z młodszą siostrą i bratem oraz z rodzicami w Kołobrzegu. Interesują mnie zwierzaki - nigdzie nie ruszyła bym sie bez mojej Fiolki i Puchola


Moją najlepszą przyjaciółką jest Steff ;p.No dobrze może zacznijmy wreszcie ;p

Koniec szkoły 15.33

Po wyjściu ze szkoły wracałam do domu z Steffą .Jednak nie było to zwykłu powrót. Podrodze wpadłyśmy do kilku sklepów z ciuchami i biedronik.Kupiłyśmy pare bluzek i 1litowe mleko kakaowe. Mieszkamy na przecwko siebie, Kiedy doszłyśmy do swoich domów przytuliłyśmy się i pożegnałyśmy się.Wchodząc do domu nic milszego nie mogło mnie napotkać mnie niż wesołe szczekanie Fiolki i Puchola.Moja mama przywitała mnie i odrazu kazała siadać do stołu. Przy obiedzie odbyła się rozmowa o czymś dosyć przykrym a mianowicie o przepowadzc.Rodzice planują się przeprowadzić, ale na szczęście nie wiedzą jeszcze gdzie.Po obiedzie trzeba było coś zrobić np.wyjść na spacer z psem.
- Mamo -krzyknęłam
- Tak? 
- Idę z psami 
- Okej
Tak więc zapiełam psy w smycze i pobiegłam do Steffy.Chciałam jej wszystko jak najszybciej wytłumaczyć.Wyszłyśmy na spacer do parku.W parku spacerowałyśmy sobie a Fiolka i Puchol biegały.
- No to kiedy się przeprowadzacie? - Spytała zasmucona Steff
- Jeszcze nie wiem ale coś czuje,że to już nie długo.Na szczęście jeszcze nie wiedzą gdzie. -odparłam
Poszłyśmy do najbliższej kawiarenki.Usiadłyśmy na dworze,gdyż było miło.Pani kelnerka odrazu spytało czy coś chcemy.Zamówiłyśmy 2 szarlotki i 2 czekolady.Kelnerka również spytała czy psiaki coś potrzebują,gdyż cała kawiarnia bardzo lubiła Fiolkę i Pucholka ;)Nagle przestało być miło gdy zobaczyłyśmy że do kawiarni wchodzi....

sobota, 23 lutego 2013

Hay ;3

Cześć. Na początek kilka słów o mnie, żebyście wiedzieli kim jestem i co mam zamiar tu robić. Na tym blogu mam zamiar pisać opowiadanie o One Direction i innych gwiazdach. Mam lat trzynaście i jestem Zuza. Mam zamiar dodawać regularnie rozdziały. =D
Myślę, że spodoba wam się to co tu zamieszczę. Dodawajcie komentarze o czym mam pisać, co robić i te de. Możecie też polecać go znajomym, jeśli jest ciekawy. Każde wasze uwagi będę brała do serca. Postaram się zmienić coś co nie pasuje. No to czytajcie :)
Jestem młodą pisarką, więc popełniam błędy.