(tak wyglądał miesiąc temu, a teraz jest jeszcze bardziej groźny!)
-Ja stąd spadam- szepnęła do mnie przyjaciółka.
-Weź moje psy, muszę pogadać z Markiem.
-Jak chcesz, ale uważaj.
-Dam sobie radę! Nie znasz mnie?
-Znam, ale na wszelki wypadek, MIŁO BYŁO CIĘ POZNAĆ.- po tych słowach pomachała mi na pożegnanie i uciekła. Wstałam z krzesła i podeszłam do chłopaka.
-Cześć. Czego chcesz?- warknął chłopak.
-Wypierdalaj stąd, bo ludzi straszysz- syknęłam.
-Hmm... ciekawe. A ty to kto? Ktoś odważny, za pewne.
-A żebyś wiedział. Jestem Patrycja, dla twojej wiadomości!
-Słuchaj, ślicznotko, nie wchodź mi w drogę, a będzie dobrze.
-Nie mów tak do mnie.- syknęłam.
-Tak, tak. Wiesz, na pewno nie chciałabyś poznać moich kumpli.
-Myślałam, że działasz sam- spojrzałam na niego z zaciekawieniem i skrzyżowałam ręce na piersi.
-Nadałabyś się do grupy; z takim charakterkiem daleko zajdziesz- łobuzersko się uśmiechnął.
-Obrzydzasz mnie.- rzuciłam lekceważąco.
-Do zobaczenia, skarbie.- pomachał mi z figlarnym uśmieszkiem.
-Nara.
On myślał, że niby kim, do cholery, niby jest? Wcale nie jest najgroźniejszy. Wręcz przeciwnie. Ludzie się go boją, bo ma chłopaków i psa. No sory, ale mi wydaje się to śmieszne. Zanim spostrzegłam Marka już nie było. Jego pies zostawił kilka mokrych, żółtych kałuży i coś jeszcze pod kawiarnią.
Szybkim krokiem skierowałam się w stronę mojego domu. Nagle dostałam SMS'a.
-"Dziś o 23.30, w klubie niedaleko szkoły, przyjdź koniecznie. Impreza...".- odczytałam.
Hmm... impreza? To mi się podoba.
Weszłam do domu. mama jak zwykle krzątała się po kuchni, tata czytał gazetę, a braciszek z siostrzyczką grali na Xboxie. Poszłam do mojego pokoju. Cztery ściany, które uwielbiałam. Pomarańczowo-żółta farba, ciemne panele podłogowe, biurko, krzesło, wygodne łóżko, szafy i te de. Miałam też własną łazienkę, bo dwie nie wystarczały. Podeszłam do okna i usiadłam na parapecie. Przez szybę zobaczyłam jak Stefa biegnie w kierunku mojego domu z dwoma pieskami. Zapomniałam o nich, zupełnie zapomniałam. Z dołu usłyszałam tylko : "Dzień dobry. Jest Pati?", "Tak, idź do niej, kochanie". Kilka kroków na korytarzu i pukanie do drzwi.
-Proszę!- krzyknęłam schodząc z parapetu.
-Siemka! Jak ci poszło?- uśmiechnęła się Stefa, siadając na łóżku.
-Nijak, był pewien siebie i zgrywał ważniaka. Pedał z niego i tyle- wzruszyłam ramionami.
-O czym gadaliście.
-O tym, że straszy ludzi i ma wypierdalać.- podeszłam znów do okna.
-Och... tak w prost mu powiedziałaś? Nie wiesz co on może zrobić?
-Wiem, ale nie odważy się.
-Jak to?
-Usłyszałam kilka słów. W każdym razie, dostałaś SMS"a?
-O imprezie? Tak, przed chwilą. Idziesz?
-Jasne, że tak. Niestety rodzice się nie zgodzą. O tak późnej porze?
-Wymknij się, ja też to robię. Co ty... moi zabiliby mnie, gdyby się dowiedzieli.
-No fakt- przytaknęłam.
Resztę dnia spędziłyśmy na omawianiu planu "Wymknięcie się na imprezę". W końcu Stefa pobiegła do domu się przyszykować, ponieważ siedziała u mnie do dwudziestej pierwszej trzydzieści cztery. Postanowiłam zrobić to samo ze sobą. Umalowałam się, nie za mocno, nie za lekko :
Mój strój pewnie będzie mało oryginalny, ale chcę się dobrze czuć. Ubrałam białą bluzkę na naramkach z nadrukiem, krótkie, jeansowe spodenki, rajstopy i kilka drobnych dodatków. W mojej szafie znalazłam buty, które doskonale wypełniły mój ubiór.
Na zegarku była godzina dwudziesta druga pięćdziesiąt siedem. Postanowiłam już wyjść z domu. Zakluczyłam drzwi na klucz, ale przedtem krzyknęłam moim rodzicom "Dobranoc!", żeby nic nie podejrzewali. Potem zgasiłam światło i otworzyłam okno. Usiadłam okrakiem na parapecie. Przerzucając nogę stanęłam na pochyłym dachu. Nie był aż tak śliski. Powoli skierowałam się ku krawędzi. Nawet nie wiedziałam, że była drabina akurat w tym miejscu. W ogóle nie wiedziałam, że była jakaś drabina. Cóż, to zupełnie ułatwiło mi zadanie. Znalazłam się na dole. Swój wzrok skupiłam na oknie pokoju Stefy. Było ciemno. Ona musiała już wyjść. Bezpiecznie okrążyłam dom i przez furtkę wyszłam na ulicę. Było ciemno, a w oddali dostrzegłam postać. Szybkim krokiem dogoniłam ją, gdy zorientowałam się, że to Stefa, puknęłam ją w ramię. Dziewczyna cicho jęknęła, po czym pociągnęła mnie dalej.
Droga minęła szybko przez nasze rozmowy. Niestety przed bramą stała sobie grupka ludzi, a wśród nich był...



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz