czwartek, 28 lutego 2013

Rozdział V

Z perspektywy Patrycji


Leżałam w łóżku z telefonem w rękach. Przeglądałam Twittera i różne inne strony. Nagle zauważyłam coś lub kogoś za oknem. Chciałam krzyknąć, ale potem uświadomiłam sobie, że to tylko moja wyobraźnia. Podeszłam do parapetu i otwarłam okno. Ktoś odepchnął mnie, a ja krzyknęłam najgłośniej jak potrafiłam. Włamywacz ujawnił swoją twarz. Był to Marek i powiedział, żebym go ukryła. Wskazałam mu szafę, bo koniecznie chciałam dowiedzieć się co tu robił. Moi rodzice szybko przybiegli. 
-Jezus Maria! Co się stało?- zapytała mama z niepokojem.
-Nic, tylko poczułam się słabo, podeszłam, żeby otworzyć okno i ujrzałam nietoperza. Potem się przewróciłam ze strachu i krzyknęłam. Wszystko mnie boli.- odpowiedziałam szybko.
-Kochanie. Mogłaś krzyknąć to bym przyszła. Wiesz jak nas nastraszyłaś?- powiedziała mama.
-Wiem i przepraszam. Idźcie spać dalej.
Tata pomógł mi wejść na łóżko i odeszli. Marek wyszedł z szafy.
-Co ty tu do cholery robisz?- szepnęłam.
-Wybacz mi.- łobuzersko się uśmiechnął
-Co ty tu robisz?- powtórzyłam pytanie.
-Przyszedłem cię przeprosić za to w szkole. Nie chciałem ci tego zrobić...- chłopak podrapał się w tył głowy.
-Dobra, jest spoko. Co z SMS, który mi wysłałeś?
-Jakim SMS?- zdziwił się chłopak.
Pokazałam Markowi mój telefon, a on zmarszczył czoło.
-To nie ja, przysięgam.- powiedział.- Nie zabiłbym dziewczyny, która mi się podoba.- figlarnie się uśmiechnął.
-To kto? Przecież ty dzisiaj mi w szkole to zrobiłeś.- wskazałam palcem na moją obandażowaną głowę.
-No wiem, ale to dlatego, że wczoraj mi kilka razy naplułaś i walnęłaś twarz.
-Bipolarny.
-Wcale, że nie.- zrobił wściekłą minę.
-Wcale, że tak.- zachichotałam.
-Dobra, dobra.- podniósł ręce do góry.- Poddaje się.
-Bardzo dobrze.- zaśmiałam się cicho.
Przynajmniej półgodziny próbował mnie rozśmieszyć swoimi minami:
Żadna jednak mnie nie rozśmieszyła. Przyciągnęłam go wreszcie do siebie i wyszeptałam na ucho:
-Przeprosiny przyjęte. 
Chłopak podskoczył ze szczęścia i pocałował mnie w czoło na co ja zaśmiałam się.
-A jednak cię rozśmieszyłem- zachichotał.
-Może.
Wreszcie nastała chwila, żeby sobie poszedł. W końcu jutro idziemy do szkoły.
-Musisz już iść.
-Nie chcę.- zrobił smutną minkę.
-Musisz. Marek, nie wygłupiaj się.
-To mnie pocałuj!
-Nie!
-Tak!
-Nie!
-Tak!
W końcu się poddałam.W końcu chciałam, żeby sobie poszedł. Muszę się wreszcie wyspać!
-Dobrze, ale w policzek.
-No dobrze.- zachichotał.- Wolałem gdzie indziej.
-Oj cicho.
Pocałowałam go w policzek, a on natychmiast zbliżył się do okna.
-Do zobaczenia jutro.- powiedział, po czym wyszedł.
Podeszłam do okna i starannie je zamknęłam. Położywszy się do łóżka rozmarzyłam się trochę o Marku. 

-Wstawaj Patrycja!- krzyczała mama.
-Co, już!- powiedziałam sennie.
-Masz tylko pięć minut na uszykowanie się. Twój ojciec podwiezie cię do szkoły.
-Ale miałam iść ze Stefą!- zaprotestowałam.
-Nie w takim stanie. Jak chcesz to po nią zadzwoń, żeby uszykowała się w pięć minut i przyszła.
-Dobrze.- warknęłam.
-Patrycja!
-Przepraszam.

-Hmm...- mama machnęła ręką.  
Wstałam z łóżka i wzięłam telefon. Odblokowawszy go wybrałam numer i przyłożyłam do ucha.
-H-Halo?- usłyszałam zaspany głos Stefy.
-Stefa, jak chcesz ze mną jechać do szkoły musisz być gotowa w pięć minut! Podziękujmy mojej mamie.
-Dobra. Zaraz będę.-rozłączyła się.
Podbiegłam szybko do szafy i wybrałam ubranie. Założyłam szary T-shirt z nadrukiem, Czarne rurki na szelkach i beżowe baleriny.
Chwilę potem byłam już w łazience i czesałam włosy. Spięłam je w kucyk i umyłam zęby. Nałożyłam cienie do powiek i trochę błyszczyku. 
-Patrycja! Wychodzę!- krzyknął tata z dołu.
-Moment!- odkrzyknęłam.
Zbiegłam szybko na dół. Chwyciłam bandaż i założyłam torbę na ramię.
-Nie zapomnij o śniadaniu.- mama podała mi torbę z jedzeniem.
-Pa, mamo.- ucałowałam ją w policzek i wyszłam.
Zamknęłam za sobą drzwi i ujrzałam Stefę rozmawiającą z moim tatą.
-Pati, dalej. Czekamy na ciebie.- powiedział tata.
-Stefa!- krzyknęłam uradowana rzucając się jej na szyję. 
-Pati!
-Już, tato, już.- odpowiedziałam.
Otworzyłam drzwi i usiadłam na siedzenie pasażera. Zapięłam pas i spojrzałam w lusterko. Jak na pięć minut wyglądam całkiem ładnie.

-Jesteś jakaś rozkojarzona.- powiedziała Stefa, gdy szłyśmy korytarzem.
-Wcale nie...- zaprotestowałam.
-To o czym ci mówiłam?- zapytała.
I tu mnie ma. Rzeczywiście, myślałam tylko o Marku.
-O twoim telefonie.- szybko odpowiedziałam.
-Nie! Mówiłam o moich nowych butach.- krzyknęła niemalże na cały głos.
-Dobra, nie denerwuj się tak.
-Jak mam się nie denerwować skoro mnie nie słuchasz?
-Przepraszam...
-Na nic twoje przeprosiny, Pati. Idę na matmę. Jak wreszcie wrócisz na ziemię to przyjdź.- powiedziała, po czym odeszła w stronę sali.
Nie zastanawiając się dłużej poszłam do szatni. Odwiesiłam tam moją kurtkę i szybko wyszłam. Do dzwonka zostało kilka minut. Nagle usłyszałam za sobą znajomy głos.
-Cześć, piękna.
-Marek, nie teraz. Proszę...- błagałam.
-Czemu?
-Pokłóciłam się z przyjaciółką.
-Och... słabo.- odpowiedział.
-Wiem. Muszę iść z nią pogadać. 
-Nie, zostań.- prosił obejmując mnie ramieniem.
-Przyjdź w nocy to pogadamy.- zachichotałam.
-Spoko, nie ma sprawy.- zaśmiał się całując mnie w czoło.- Spotkamy się później.
Czułam jak żołądek robi fikołki w moim brzuchu. Byłam szczęśliwa. Chwilę później zadzwonił dzwonek. Miałam teraz biologię. 

-Dobrze, kochani! Teraz weźcie sobie po jednej żabce i nożyku.- odparł nauczyciel.
-Kurwa, znowu?- szepnęłam sama do siebie.
-Czy chciałabyś coś powiedzieć, panno Ząb?- zapytał.
-Powiedzieć...? Tak, Tak. To wspaniała lekcja.- odpowiedziałam.
-Hmm...- nauczyciel przyjrzał mi się podejrzliwie, po czym wrócił do rozdawania.
Przez pół lekcji próbowałam wypuścić moją żabę na dwór. Wiosna bywa fajna. W końcu pod koniec udało mi się lekko uchylić okno i położyć żabkę na parapet. Ona szybko skoczyła na trawę. Hmmm... był to parter (:D)
 
Każda następna lekcja mijała strasznie wolno. Matma, polski, fizyka, wf... 
-STEFA!- krzyknęłam widząc ją na korytarzu. Ona niechętnie odwróciła się w moją stronę, po czym szybko wróciła do swojego zajęcia. Pokazywała jakiejś dziewczynie swoje buty, a ta niesamowicie się nimi zachwycała.
-Stefa!- dobiegłam do niej zdyszana.- Nie słyszałaś jak cię wołałam?
-Słyszałam, ale to ignorowałam.
-Przepraszam. Powiem ci co mnie rozproszyło tylko nie tutaj, nie w szkole. Okej?
-No dobra. Tęskniłam.
-A co ze mną?- zapytała oburzona dziewczyna.
-Aśka, dobrze wiedziałaś, że w każdej chwili pogodzę się z Pati.
-Nara, kurwa.- warknęła, po czym odeszła z niezadowoleniem.

-Teraz mi mów, co cię tak dręczyło?- zapytała Stefa.
Byłyśmy w naszej ulubionej kawiarence.
-No, bo widzisz... Marek był u mnie w nocy. Na początku myślałam, że się włamał, ale...
-CO? To niemożliwe!- przerwała mi.
-No, tak... Potem jednak się zaprzyjaźniliśmy, a ja go na koniec, tak jakby, pocałowałam.- zarumieniłam się.
-Ty z nim? Obstawiałam na to, ale nie tak szybko!
-Co? Serio?
-Nie, żartowałam. Ty z nim?- zagrzmiała.
-Nie, niestety nie.
-Niestety? Zobacz, jak cię urządził!- wskazała palcem na moją głowę.
-No wiem, ale...
-Ale? Przestań, nie możecie być razem!
-Stefa!-krzyknęłam- Ja tego chcę.
-Okej, rób jak chcesz.- powiedziała, po czym wypiła czekoladę na gorąco.
-Zostawmy ten temat. Nie kłóćmy się.- zaproponowałam.
-Dobra. To zostawiam między wami.
Resztę czasu przegadałyśmy i wróciłyśmy do domu o jakiejś osiemnastej czterdzieści dwie.
-Gdzieś ty była, Pati?- zapytała matka.
-Ze Stefą.
-No dobra. Idź odrobić lekcje i zejdź na dół.
Chwyciłam się poręczy i powoli zaczęłam wchodzić po schodach. Rzuciłam torbę pod biurko i usiadłam na krześle. Otworzyłam książkę od historii i zaczęłam robić zadania. Nagle usłyszałam ciche pukanie w okno. Domyśliłam się, że to Marek. 
-Marek! Co ty tu robisz?- zapytałam otwierając okno.
-Przyszedłem cię odwiedzić, skarbie.- zaśmiał się.
-Nie teraz!
-Musiałem.- podszedł i zakluczył drzwi od pokoju na klucz.
-Hm...- powiedziałam z grymasem wymalowanym na twarzy.
Chłopak podszedł do mnie i przyciągnął do siebie. Nasze twarze dzieliło tylko kilka milimetrów. Pogłaskałam go po twarzy, a on pocałował mnie w usta. Chwilę później oderwaliśmy się od siebie.
-Wow...- powiedziałam.
On tylko się uśmiechną i podszedł do biurka.
-Może ci pomóc?- zapytał.
-Pewnie.- odpowiedziałam po chwili namysłu.
Usiadłam z powrotem na krześle, a on podawał mi odpowiedzi. 
-Cóż, to chyba skończyliśmy.- zaśmiał się.
-Chyba, tak.
-Muszę już lecieć. Obiecałem kumplom, że się spotkamy. Pa.- podszedł i pocałował mnie.
-P-pa.- powiedziałam patrząc jak wychodzi oknem. 
Z zamyśleń wyrwał mnie głos matki.
-Patrycja! Skończyłaś już, czy nie?- krzyknęła.
-Już idę mamo!- odpowiedziałam szybko, po czym zamknęłam okno i wyszłam. 
Na dole biegały sobie pojebane dzieci. Siedmioletnia Marta i ośmioletni Michał. 
-MARTA! MICHAŁ! DO STOŁU!- wrzasnął tata.
Przestraszona dwójka szybko usiadła na swoje miejsca. Ja również tak zrobiłam.
-Dzieci... mamy wam coś do przekazania.- obwieścił smutno tata.
-A co?- zapytałam zdziwiona.
-W kwestii Londynu...- zaczęłam mama.
-No co?- zapytałam zniecierpliwiona.
-Jest mały problem...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz